Chcę przekonać Was drogie Czytelniczki i Czytelnicy, że możemy być szczęśliwi, kiedy przestaniemy się nadmiernie przejmować tak, jak ja to zrobiłam. Kiedy wszyscy wokoło wpadają w szał świątecznych zakupów, porządków, które spędzają sen z powiek, lukrowania pierniczków, fryzjera, kosmetyczki — ja idę na trening. Nie dlatego, że nie będzie u mnie Bożego Narodzenia, ale dlatego, że wybieram siebie i swój dobrostan, który wpłynie na spokój i szczęście całej mojej rodziny. Moje życie trwa cały rok, a nie tylko między dwudziestym, a trzydziestym pierwszym grudnia. Przez cały rok mam czysto w mieszkaniu – bo jestem systematyczna, nie muszę najadać się po trzykroć na Święta, bo mam zdrowe nawyki żywieniowe, nie topię smutków w alkoholu i nie leczę kaca – bo nie piję. Żyje po swojemu, na własnych zasadach, które obowiązują przez cały rok i nie zmieniam ich tylko dlatego, że są Święta.

GRUDZIEŃ DAJE NAM DO WIWATU!

Życie każdej z nas, każdy dzień, miesiąc przynosi mnóstwo wyzwań i zadań do wykonania. Ale grudzień, to już zdecydowanie przesadza. W pracy projekty do ukończenia, zadania do zrealizowania, oceny okresowe i walka o potencjalne premie, klienci potrzebują wszystkiego na wczoraj, fundusze unijne do wydania, bo koniec roku …. i te pe i te de.

No i oczywiście dom. Czyli mamy ganiają po wywiadówkach, bo koniec semestru, w międzyczasie porządki świąteczne, zakupy, prezenty, planowanie Świąt, Sylwestra. I choinka oczywiście żywa, bo zapach, bo nastrój. Więc biegamy po targu, która ładniejsza i się nie osypie do wigilii. I te uszka do barszczu – niczym przysłowiowa robótka więzienna.

TE USZKA TO TRADYCJA CZY NASZE PRZEKLEŃSTWO

Kto lubi lepić uszka, przyznać się? Ja nie cierpię, stoję i kleję, a tu farsz wypływa z boku, a to się ciasto za cienko rozwałkowało i się rozpada. Pomstuję i lepię dalej w ciszy, acz w cierpieniu. No dobra 200 sztuk starczy? Przecież moje dzieci z 12 potraw tylko by uszka jadły. I hektolitry barszczu piły. Reszty może nie być na wigilijnym stole. Ale jak to tak, bez ryby sałatki, pierogów, ciasta. Jedzcie, bo się zmarnuje… I jemy, tydzień, ja i mój mąż. A oni co? Nie no takiego sprzed dwóch dni już nie zjem, bo stare. No opadają matczyne ręce i nie tylko. Która kobieta tego nie zna? Przyznać się?

A i to nie wszystko drogie Panie i Panowie, bo jak kto ma zwierzaka w domu, to jeszcze musi zadbać o to, żeby choinka stała wysoko, a i jedzenie na balkonie nie było na wyciągnięcie pyszczka. Bo zeżrą! I weź kobieto zapanuj nad tym wszystkim bez stresu (no, chyba że masz naturę menadżera i troszkę zadań delegujesz – dziękuję Ci mój mężu, że przyjmujesz te zadania z godnością, wspierasz i pomagasz i nie utyskujesz za rogiem).

CZY TYLKO JA MAM WRAŻENIE, ŻE IM BARDZIEJ SIĘ STARAM, TYM JEST GORZEJ

I tak ganiamy, jak nie do końca sprawne umysłowo i padamy na twarz ze zmęczenia. Bo chcemy mieć idealne Święta, tradycyjne, jak u naszych dziadków, takie, jakie zostały w naszej pamięci. Takie z kolorowymi światełkami w kształcie świeczek, sopelkami zamiast bombek, włosem anielskim, który jeszcze przed Wielkanocą wymiataliśmy spod szafek, Święta takie, jakie zostały w naszych sercach. Czy one były, aby idealne? Pewnie nie, jednak takie je zapamiętaliśmy. Ale o tym przy okazji.

A MOŻE CZAS, ABY MOJE ŚWIĘTA BYŁY NA MOICH ZASADACH, A NIE OPARTE O CUDZE OCZEKIWANIA

W tym roku moje Święta będą inne. Będą przede wszystkim spokojniejsze. Dlaczego? Bo powoli, małymi kroczkami pozbywam się źle pojętego perfekcjonizmu i pozwalam sobie na bycie nieidealną. Nie oznacza to, że się nie staram robić wszystkiego najlepiej, jak potrafię, bardzo dobrze jakościowo, z najwyższą starannością, każdego dnia doskonaląc siebie i swoją pracę. Jednak dałam sobie dużo miłości, czułości, przyzwolenie na bycie człowiekiem, a nie robotem, który nie spał po nocy, bo mail poszedł z literówką czy poplątał mi się język na webinarze, który prowadziłam dla kilkuset osób.

JAK PRZEŻYĆ NIEIDEALNE ŚWIĘTA?

Pozwalam sobie być człowiekiem – to oznacza, że mogę się pomylić, mogę nie umieć, mogę nie wiedzieć. I nadal jestem dobrym specjalistą w swojej dziedzinie, świetnym pracownikiem, trenerem, matką i żoną, przyjaciółką. W tym roku moja choinka jest troszkę krzywa, a przez to urocza, pierogi kupiłam u cudownej Pani, która dorabia sobie do emerytury, wylepiając śliczne, „koronkowe” i bardzo smaczne ruskie, z kapustą i grzybami, lub kto, jakie woli na życzenie. Zamiast karpia kupiłam pstrąga, bo go uwielbiamy, a zamiast Kevina w TV – pogramy w karty.

OKNA NIE ZAJĄCE, NIE UCIEKAJĄ, TAK O 16.00 JEST CIEMNO

A okna? Ach, te umyłam miesiąc temu, hm i cóż, tak Dzieciątko się narodzi. Właśnie takie będą moje Świętą Bożego Narodzenia. Spokojne, bez pośpiechu, bez gości, bez nadskakiwania, przy choince, z książką, z treningiem, z refleksją. Moje Święta będą dla mnie i mojej rodziny z miłością, dobrem — prawdziwe. Nie potrzebuje na pokaz, nie potrzebują tłumu.

Pójdę do Kościoła, do lasu z psem, pobiegam, napisze tekst na bloga … Bo Boże Narodzenie to czas dla mnie szczególny, wyjątkowy, o wymiarze duchowym. Bo dla mnie Boże Narodzenie jest kilka razy w roku nie tylko w grudniu. Jest wtedy, kiedy zatrzymuję się na chwilę, rozmawiam z moim mężem, śmieję się z moimi dziećmi, biegam po Klimczoku za moim psem. I takich nieidealnych Świąt Bożego Narodzenia i w dodatku kilka razy do roku, wszystkim życzę z całego serca!

Zapraszam na spotkania ze mną:

  • 14.01.2026 – webinar online o sztuce porządkowania życia „Sztuka porządkowania życia”
  • 15.01.2026 – warsztat w Książnicy Beskidzkiej o dobrostanie
  • Szczegóły już wkrótce na FB na profilu alchemia życia by solarek i na stronie https://www.alchemiazycia.com.pl/