Amerykański samochód

W ostatnich latach świadomość ekologiczna wśród Europejczyków znacząco wzrosła. Ekologia nie jest już znakiem rozpoznawalnym Zielonych, ale obecnym w życiu każdego człowieka hasłem, kierującym w stronę zmiany codziennych nawyków, służących ochronie naszej planety. Myślałam, że cały świat zmierza ku lepszemu – do momentu od kiedy zamieszkałam na jakiś czas w USA.

Jak się dowiedziałam o nieEKO standardach

Stany Zjednoczone w świadomości większości ludzi to kraj dobrobytu, postępu i nowoczesności. Przysłowiowe „ciocie z Ameryki” od zawsze przywoziły najróżniejsze produkty niedostępne na rynku polskim. Jadąc do USA, byłam przekonana, że przez kilka miesięcy będę mieszkała w metropolii progresywnych innowacji nie tylko, jeśli chodzi o nowe technologie, produkty, ale też sposób życia. Człowiek nowoczesny nie tylko posiada dobra konsumpcyjne, kupuje nowości pojawiające się na rynku, ale stawia na rozwój osobisty, ponieważ jest świadomy problemów, z jakimi boryka się jego kraj oraz cały świat. Jak się przekonałam, u Amerykanów niematerialnego pierwiastka nowoczesności brakuje. 

Widok na San Francisco

Do USA pojechałam w ramach programu studenckiego „Work and travel”. Za pośrednictwem polskiej agencji współpracującej z amerykańską fundacją CIEE, zrzeszającej amerykańskich pracodawców poszukujących sezonowych pracowników, znalazłam wakacyjne zatrudnienie w stanie New Jersey. Pracując przez cztery miesiące w USA, miałam okazję wtopić się w miejscową kulturę, żyć obok Amerykanów i poznać ich sposób myślenia, funkcjonowania, pracować z nimi, robić zakupy, rozmawiać o życiu codziennym. 

Co było dla mnie najbardziej uderzające? Na pewno sposób bycia, który zresztą bardzo mi odpowiadał – życzliwy, miły, bezpośredni. Ludzie, wokół których żyłam, dawali mi poczucie bezpieczeństwa poprzez okazywaną na każdym kroku sympatię i szacunek wobec mojej osoby, poglądów, stylu itp. To chyba najbardziej pozytywna pamiątka, którą przywiozłam z USA. Jednak drugim, najsilniej istniejącym w mojej pamięci wspomnieniem jest absolutny brak powszechnej świadomości ekologicznej. Prośrodowiskowe przyzwyczajenia, które nabyłam żyjąc w Polsce, w Stanach uchodziły za dziwactwo i przewrażliwienie. Niestety większość Amerykanów nie myśli o tragicznych skutkach zanieczyszczania środowiska, powiększającego się między innymi przez obojętność ponad 320 milionów obywateli USA, których codzienne przyzwyczajenia nie są w żaden sposób kontrolowane.

Środowiskowe grzechy główne Amerykanów

Pierwszym grzechem każdego statystycznego Amerykanina wpływającym negatywnie na środowisko jest jego ogromny samochód. Przyczyn popularności tego środka transportu można się dopatrywać w sprzyjających warunkach infrastrukturalnych, niskiej cenie paliwa oraz ogólnemu dobrobytowi. Jezdnie w USA są nowoczesne i szerokie, a dzięki dużej przestrzeni przy obiektach użytkowych nie brakuje miejsc parkingowych. Miejsca postojowe są przystosowane do samochodów najchętniej kupowanych przez Amerykanów, czyli pikapów lub dużych samochodów terenowych. Zarobki pozwalają Amerykanom na zakup dużych samochodów, ponadto cenią oni sobie wygodę, komfort i wolność. Dlatego bardzo niechętnie korzystają z transportu publicznego, który nie pozwala na wyjście o dowolnej godzinie z domu lub bywa niewygodny. Mieszkańcy USA stawiają więc na wielkie auta, w których czują się bezpiecznie. Nie biorą jednak pod uwagę, że regularna eksploatacja kilku takich pojazdów przez jedno gospodarstwo domowe przyczynia się do ogromnego zanieczyszczenia powietrza wskutek zużycia trującego, nieodnawialnego źródła energii, jakim jest ropa. Sprzyja temu niska cena paliwa, która waha się między 0,78 $ a 1 $ za litr paliwa, podczas gdy w USA zarabia się minimum 10 $ na godzinę.

Kolejną kwestią, na którą Amerykanie w ogóle nie zwracają uwagi, są wszechobecne torby plastikowe. W Polsce nałożono na sprzedawców obowiązek pobierania opłaty za jednorazowe torby, dzięki czemu położono kres masowemu zużywaniu foliowych worków. Nauczyliśmy się zabierać materiałowe torby na zakupy, a plastik budzi naszą niechęć. Bardzo się zdziwiłam, kiedy w jednym z marketów najlepiej zarabiającej sieci dyskontów spożywczych w USA, ekspedientka zaczęła pakować moje zakupy do foliowego worka. W dodatku zużywała ich w tym celu więcej, niż było to potrzebne. W taki sposób pakuje się tam wszystko i wszędzie. Jest to przerażające tym bardziej, że Amerykanie kupują znacznie więcej niż Europejczycy. Ich podejście do wszelkich towarów nie jest w żaden sposób praktyczne. Wydają pieniądze, które zarabiają, bo cenią swój dobrobyt. Konsekwencją takiego konsumpcjonizmu jest między innymi ogromna ilość produkowanych toreb foliowych.

Wspomniana żądza posiadania to kolejne przekleństwo Amerykanów. W Stanach Zjednoczonych wiele towarów jest o wiele tańszych niż w Europie. Przykładowo parę firmowych sneakersów (w Polsce potocznie nazywanych „adidasami”) można kupić już za 30 $, przy najniższych zarobkach 10 $ za godzinę. W Polsce zarabia się minimum 14,70 zł za godzinę, ale za te same sneakersy musimy zapłacić co najmniej 200 zł. Wychodzi na to, że osoba zarabiająca najniższą krajową w Polsce pracuje na te same buty prawie 14 godzin, podczas gdy Amerykanin zarabiający najniższą krajową zarobi na nie w 3 godziny. Obywatele USA często nie muszą wybierać między towarami, nie zastanawiają się co wybrać, a z czego zrezygnować, co jest mniej, a co bardziej niezbędne. Przez to kupują o wiele więcej, niż jest im potrzebne jak mój szef, fan sneakersów, który posiadał ich 180 par. Większości z nich nigdy nawet nie założył, ale kupował.

Następny grzech Amerykanów dotyczy żywności, która nabywana jest w ogromnych ilościach. Produkty w sklepach kupowane są w wielopakach lub w bardzo dużych opakowaniach. Soki, mleka, zimne napoje sprzedawane są nie w litrowych kartonach, ale galonowych, plastikowych kanistrach (1 galon to 3,87 litra). Płatki śniadaniowe sprzedawane są w opakowaniach liczących co najmniej 750 g produktu, a mąka i cukier pakowane są po kilka kilogramów. Wielkie zakupy są przyczyną wielkich, masowych produkcji, gdzie jakość schodzi na drugi plan. Wartościowe i świeże jedzenie jest w USA trudno dostępne i stosunkowo drogie. Amerykanie zupełnie się tym nie przejmują, bo nie lubią gotować i wolą oszczędzić czas kupując gotowe posiłki, które wystarczy odgrzać w mikrofalówce. Nie za bardzo ich obchodzi, w jaki sposób takie danie zostało wyprodukowane. Ważne, że jest smaczne, kosztuje mniej niż składniki do jego przyrządzenia i nie pochłania czasu koniecznego do gotowania.

Amerykanie ceniąc sobie wygodę, chłodno kalkulują minuty przeznaczane na zbyteczne w ich opinii czynności. Dlatego podobnie jak gotowania, nie lubią zmywania naczyń, więc przy sporej konsumpcji, złotym środkiem są dla nich jednorazowe plastikowe czy styropianowe talerze, kubki i sztućce. Całe ich sterty znajdują się w wielu amerykańskich kuchniach. Są na co dzień używane, a potem wyrzucane. W taki sposób amerykański dom tworzy codziennie kilogramy niepotrzebnych, toksycznych, plastikowych śmieci. Nadmiar żywności Amerykanie pakują do plastikowych woreczków strunowych, dostępnych w najróżniejszych rozmiarach we wszystkich sklepach. Woreczki są mocne i wytrzymałe, mogłyby być produktem wielokrotnego użytku. W świadomości Amerykanów istnieją jednak jako jednorazowe, stając się kolejnym elementem zanieczyszczającym środowisko.

Ameryka a czysta planeta

Zaśmiecanie środowiska w USA jest dla świata poważnym problemem. Ten jeden kraj, złożony z 50 stanów, zamieszkuje ponad 320 milionów ludzi. Jego całkowite PKB wynosi tyle samo, co całej Unii Europejskiej, a powierzchnia jest od niej dwa razy większa. Małe wielkie zmiany w prawie, które zmusiłyby Amerykanów do likwidacji fatalnych dla środowiska codziennych nawyków, mogłyby w ogromnym stopniu przyczynić się do spowolnienia zanieczyszczania naszej planety. 

To wspaniałe, że bycie EKO staje się popularne, modne i powszechne. Skutki naszych działań nie będą jednak zauważalne i nie przyniosą efektów, jeżeli Ameryka nie pójdzie w europejskie ślady i nie zacznie być EKO.

 

Aleksandra Kanafek

Autorka: Aleksandra Kanafek – absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, lokalna patriotka ze Śląska Cieszyńskiego.