Mój dzisiejszy felieton będzie o tym, czy początek roku zawsze dodaje skrzydeł, czy jest początkiem depresji i dlaczego tak trudno nam dotrzymać postanowień noworocznych. Na przełomie roku wszyscy wokoło wpadają w szał ustalania planów, nowych celów na nadchodzący rok. Kobiety stają na wadze łazienkowej i deklarują oficjalnie i całemu światu, że koniec ze słodyczami, że muszą schudnąć do wakacji, wykupują karnety na siłownie i zatrudniają za kosmiczne pieniądze trenerów personalnych oraz dietetyków. Planujemy ferie, wakacje, zmianę pracy, powrót do zdrowych nawyków żywieniowych, naukę angielskiego i sam Bóg raczy wiedzieć co jeszcze. I zachowujemy się troszkę jak te osy w słoikach, nerwowo biegając, ćwicząc, spoglądając trzy razy dziennie na wagę, która jak na złość ani drgnie….
Świadomie czy nie, każda z nas dąży do perfekcji, chce pokazać swoje piękno, ciekawą osobowość, troskliwość w związku i rodzicielstwie, przyjaźń i lojalność wobez koleżanek, bycie ekspertką w swoim zawodzie. Pełnimy naraz tak wiele ról i w każdej z nich dążymy do sukcesu i spełnieniu się. Z początkiem każdego nowego roku wyznaczamy sobie kolejne ambitne cele do osiągnięcia, ale często tracimy zapał już od pierwszych miesięcy, przytłoczone codziennymi obowiązkami. Podpowiadam na własnym przykładzie jak zachować motywację przez cały rok i ceszyć się realizacją nawet najmniejszych z wyznaczonych celów.

