Otworzyła na chwilę oczy, chyba tylko dla urozmaicenia monotonii i zabicia czasu. Biel ścian zapewne szybko zamieniłaby ją w sopel lodu, gdyby nie fakt, że nie była ona jedynym odcieniem bieli w przestronnym pomieszczeniu. Nie rozglądała się jednak na boki, bo jej wzrok przykuła postać, wpatrująca się w nią wielkimi podświetlonymi oczami ….
Ostatnio częściej niż do tej pory mierzę się z obiektywem aparatu, czy też to on mierzy we mnie, a ja staram się wykonać unik. Dlaczego o tym piszę? Rzecz wymaga wyjaśnienia, zanim ktoś pomiędzy wierszami wyczyta, że zaczynam gwiazdorzyć.
Za oknem nic nie wskazuje na jej przybycie, choć trąbią o tym wszystkie media. Wymagana jest nieograniczona wyobraźnia, żeby dać sobie wmówić jej obecność. Albo niepoprawny optymizm w pakiecie z bajkopisarstwem. Chciałabym dać się nabrać i poczuć to, co czują dziś uprzywilejowane jednostki. Nic z tego. Patrzę przez okno. Nawet rozglądam się dobrze spacerując, bo wtedy jestem bliżej. Nie poradzę na to nic, że śladów wiosny brak. Szaro buro – jak tu uśmiechać się do ludzi. Do siebie. To naprawdę trudne.
24 lutego 2022 r.
Tłusty czwartek ….. a więc wojna w Ukrainie! – niemożliwe stało się faktem. Miałam nadzieję, że moje pokolenie baby boom nigdy już nie będzie mówiło: „przed wojną”. Uchodźcy już jadą do Polski, znam język rosyjski, to może się przydać – czuję potrzebę, by natychmiast się zaangażować.
Przeszukuję Facebook – Iza, moja znajoma (znamy się tylko z akcji szycia maseczek), organizuje w pobliżu mojego miejsca zamieszkania kwatery dla uciekinierów z Ukrainy, będą to rodziny pracowników z firmy jej brata)- zgłaszam się do pomocy. Dostaję „przydział opieki” nad przyszłymi mieszkańcami.
Nie przepadam za pączkami. Ale raz do roku po prostu muszę przynajmniej jednego zjeść. Z niektórymi tradycjami tak to u mnie jest. Nawet tłusty pączek mi nie przeszkadza, w tłusty czwartek… I wtedy właśnie TO się wydarzyło, w zeszłym roku, 24 lutego. Jak grom z jasnego nieba, obuchem w łeb. Rano już wiedzieliśmy, ich jeszcze nie było. Pączki oczywiście tak. Spakowałam swój przydział do torby i pojechałam do pracy, całą drogą rozmyślając, jak to teraz będzie.
Odpowiedź na to pytanie przygotował specjalnie na to święto zespół JESTEM Ich muzyczna niespodzianka ma swoją premierę dokładnie 14 lutego o godzinie 14-tej. Piosenka „Jestem” to manifestacja kobiecości, potrzeby zauważenia realnej osoby – kobiety, jej wrażliwości, ale równocześnie siły, jej eteryczności powiązanej z nutką szaleństwa. Kobiety obserwującej i rozumiejącej, która nie zawsze chce nazywać swoje odczucia. Kobiety wielowarstwowej – słodkiej, a zarazem tworzącej świadomy dystans… Posłuchajcie.
Nie zastanawiałam się dotąd, jaka grupa wiekowa przewija się tu najczęściej. Typuję jednak, że moja – jakkolwiek to brzmi. Może i Czytających najdzie podobna refleksja, a może wręcz odwrotnie i zdanie mają na ten temat ugruntowane od lat. Sprawdźmy więc.
Nasze nowe opracowanie muzyczne „A później” dedykujemy szczególnemu świętu, jakim jest corocznie Dzień Babci. Nasz utwór to opowieść, obraz, marzenia kobiety dojrzałej, która świadomie i z refleksją myśli o przyszłości. Zatapia się w dobrych wspomnieniach, ale równocześnie wyobrażeniu o spokojnym jutrze, o przyszłości z domem pełnym zwierząt, ciepłym zapieckiem, nutką narzekania… Rzecz o przemijaniu, o tym, co będzie później, o wieku dojrzałym – bardzo dojrzałym. Rzecz o jednej kobiecie w dwóch odbiciach – tej młodszej, snującej wizję dobrej i bezpiecznej przyszłości i tej starszej wspominającej przeszłość.
Ze starannością sklejała kolejnego pieroga. Z kapustą i pieczarkami. Nawet uspokajało ją to zajęcie. Mama wałkowała ciasto zamaszyście na stolnicy, której wcześniej nie miała zwyczaju używać. Od czego jest w końcu stół?!
Przy odrobinie dobrej woli oraz magii towarzyszącej czasem okresowi świątecznemu, nawet taki duet wydaje się możliwy i nie musi być koniecznie mieszanką wybuchową.
Wybierając temat na kolejny tekst, kieruję się tym, co mnie ‘wyrywa z zadumy’. Najczęściej są u mnie to pozytywne pobudki, bo takie chcę dostrzegać. Ilość wiadomości negatywnych, która uderza w nas co dnia, sieje spustoszenie w psychice. Nie czuję potrzeby jeszcze ich mnożyć, kieruję się więc ku pozytywnym wrażeniom. Choć piszę do „Cieszyńskiego na obcasach”, które założyły kobiety, to Jak dotąd nie zdarzył mi się chyba temat w stu procentach kobiecy. Ten dzisiejszy też taki nie będzie – będzie w dziewięćdziesięciu dziewięciu.

